Torpedownia Babie Doły Gdynia

Około 300 metrów od brzegu, w wodach Zatoki Gdańskiej, sterczą betonowe ruiny budowli, która przez kilka lat była jednym z najważniejszych ośrodków badawczych nazistowskiej marynarki wojennej. Torpedownia w Babich Dołach to opuszczony niemiecki obiekt z czasów II wojny światowej, do którego nie można już dotrzeć – wysadzono bowiem molo prowadzące z lądu – ale który robi wrażenie z daleka. Szczególnie zimą, gdy morze zamienia się w lodową pustynię, lub podczas sztormu, gdy fale uderzają w betonowe ściany.

To jedno z tych miejsc, które nie wymaga wejścia do środka, żeby poczuć ciężar historii.

Torpedownia Babie Doły Gdynia
81-100 Gdynia
★ 4.8
Torpedownia w Babich Dołach to niezwykłe miejsce, które przenosi nas w czasie do czasów II wojny światowej. Te betonowe ruiny, położone w Zatoki Gdańskiej, są świadectwem burzliwej historii regionu. Z daleka robią oszałamiające wrażenie, szczególnie podczas sztormu lub zimą, gdy otoczone są lodem. To idealne miejsce dla miłośników historii i niecodziennych widoków.
Dlaczego warto tam pojechać?
  • imponujące ruiny z czasów II wojny światowej
  • unikalna sceneria zimą
  • idealne miejsce na zdjęcia
  • bliskość do plaży
  • historia związana z niemiecką marynarką

Niemiecka baza testowa torped w Gdyni

Kiedy brytyjskie bombowce zaczęły sięgać po niemieckie bazy badawcze w Eckernforde, Kriegsmarine gorączkowo szukała nowej lokalizacji do testowania torped. Zatoka Gdańska wydawała się idealna – poza zasięgiem alianckiego lotnictwa, z dostępem do głębokiej wody i blisko strategicznego portu wojennego Gotenhafen, jak Niemcy nazwali okupowaną Gdynię.

W ekspresowym tempie, bo już w 1942 roku, powstał cały ośrodek badawczy Torpedowaffenplatz Hexengrund. Składał się z dwóch torpedowni – tej w Babich Dołach oraz bliźniaczej na Oksywiu (dziś znanej jako Formoza). Obiekt w Babich Dołach pracował na potrzeby Luftwaffe, testując torpedy lotnicze. Ten na Oksywiu zajmował się torpedami dla okrętów podwodnych.

Torpedownie zbudowano na zatopionych kesonach – masywnych betonowych konstrukcjach, które zapewniały stabilny fundament w wodzie. Z brzegiem łączyły je drewniane pomosty, którymi transportowano podzespoły torped przy pomocy kolejki wąskotorowej. Na lądzie powstało zaplecze techniczne: montownie, elektrownia, magazyny.

Na Półwyspie Helskim, w okolicach Juraty i Jastarni, Niemcy zbudowali trzy punkty obserwacyjne. Służyły jednocześnie do zabezpieczania prób torped i obserwacji ich przebiegu.

Ośrodek funkcjonował zaledwie trzy lata. W kwietniu 1945 roku, gdy Armia Czerwona zbliżała się do Gdyni, Niemcy ewakuowali bazę. Sowieci przejęli obiekt, wywieźli całe wyposażenie techniczne do ZSRR i przez jakiś czas wykorzystywali torpedownię do ćwiczeń nurków wojskowych.

Co zostało z torpedowni na Babich Dołach

Po wojnie nikt nie zadbał o zabezpieczenie budynku. Przez dziesięciolecia niszczył go czas, wiatr i bałtyckie sztormy. Zapadła się jedna ze ścian, betonowe konstrukcje pokryły rdze i zacieki. W połowie lat 90. wysadzono resztki mola, odcinając dostęp do budowli.

Dziś torpedownia wygląda jak scena z postapokaliptycznego filmu – surowa betonowa bryła wyrastająca z morza, stopniowo pochłaniana przez żywioł. I faktycznie, obiekt pojawił się w kilku polskich produkcjach filmowych i serialach jako gotowa scenografia do ujęć pełnych klimatu.

Z brzegu widać wyraźnie masywne betonowe ściany, fragmenty konstrukcji i charakterystyczny kształt budynku. Zimą, gdy zatoka zamarza, torpedownia otoczona lodem robi podwójne wrażenie. Latem to dobry punkt orientacyjny podczas spaceru plażą – widać ją z daleka, sterczącą samotnie w wodzie.

Jak wygląda zwiedzanie torpedowni

Nie ma tu zwiedzania w klasycznym sensie. Obiekt nie jest udostępniony – nie ma biletów, przewodników ani wyznaczonych tras. To punkt widokowy dostępny dla każdego, kto dotrze do plaży w Babich Dołach.

Większość osób parkuje na bezpłatnym parkingu (współrzędne: 54.5845, 18.5357), skąd do plaży jest około 5 minut marszu. Stamtąd spacer wzdłuż brzegu z widokiem na ruiny. Warto przeznaczyć na to minimum godzinę, choć można zostać dłużej – szczególnie jeśli lubi się spacery nad morzem w mniej uczęszczanych miejscach.

Plaża w Babich Dołach to najdalej na północ wysunięta dzielnica Gdyni, więc klimat tu inny niż w popularnym Orłowie czy przy molo w centrum. Mniej ludzi, więcej przestrzeni, surowe wybrzeże. Wiatr potrafi wiać niemiłosiernie, ale właśnie to nadaje temu miejscu charakteru.

Niektórzy próbują dopłynąć do torpedowni kajakiem lub w ramach rejsów motorówką z Sopotu. To jedyny sposób, żeby zobaczyć ruiny z bliska – ale trzeba pamiętać, że konstrukcja jest niestabilna i niebezpieczna.

Dla kogo to miejsce

Przede wszystkim dla miłośników historii XX wieku i militariów. Jeśli fascynują cię ślady II wojny światowej, szczególnie te mniej oczywiste niż muzea i pomniki, torpedownia to dobry punkt na mapie. To namacalny dowód, jak wielką rolę odgrywało Wybrzeże w strategii wojennej Niemiec.

Fotografowie też chętnie tu przyjeżdżają. Ruiny na tle morza dają efektowne kadry – zwłaszcza o świcie, podczas burzy lub zimą, gdy lód tworzy fantastyczne formy wokół betonu. Instagramowe ujęcia gwarantowane.

Rodziny z dziećmi? Jak najbardziej, ale pod warunkiem że dzieciaki lubią spacery i nie oczekują placu zabaw czy animacji. Tutaj atrakcją jest sama plaża, widok na morze i opowieść o historii miejsca. Starsze dzieci zainteresowane historią mogą być zafascynowane.

Nie jest to jednak miejsce na całodniową wycieczkę. Raczej punkt do zaliczenia w ramach szerszego zwiedzania Gdyni – można połączyć z wizytą na Oksywiu (gdzie stoi druga torpedownia, dziś wykorzystywana przez wojsko), spacer em po Klifie Orłowskim lub wizytą w centrum miasta.

Praktyczne informacje – dojazd, parking, czas zwiedzania

Dojazd: Najwygodniej samochodem. Z centrum Gdyni to około 12 km, jazda zajmuje mniej więcej 15-20 minut. Trzeba jechać przez Oksywie w kierunku północnym, na kraniec miasta. Można też dojechać rowerem – dla osób lubiących dłuższe przejażdżki nadmorskimi trasami to dobra opcja.

Parking: Bezpłatny parking znajduje się kilka minut spacerem od plaży. To zwykły utwardzony plac, bez opłat i szlabanów. Współrzędne GPS: 54.5845, 18.5357. Latem może być zatłoczony, ale poza sezonem miejsc starczy.

Ceny: Brak. Dostęp do plaży i widoku na torpedownię jest całkowicie darmowy. Nie ma tu infrastruktury turystycznej – ani kasy biletowej, ani punktu informacyjnego.

Godziny: Plaża dostępna przez całą dobę, przez cały rok. Oczywiście najlepiej odwiedzać w dzień, żeby realnie coś zobaczyć. Zimą warto ubrać się ciepło – wiatr nad zatoką potrafi być przenikliwy.

Czas zwiedzania: Od 30 minut do 2 godzin, w zależności od tego, czy chcesz tylko rzucić okiem, czy pospacerować dłużej wzdłuż brzegu. Jeśli lubisz fotografować, zaplanuj więcej czasu.

Ciekawostki i plany na przyszłość

Torpedownia w Babich Dołach od lat budzi emocje i dyskusje. Co zrobić z ruiną? Zostawić jako pomnik historii? Zburzyć? A może odbudować i zagospodarować?

W 2025 roku pojawiły się projekty adaptacji obiektu na nowoczesne Centrum Fal i Wiatrów – edukacyjno-badawcze miejsce łączące historię z nauką. Na razie to jednak tylko koncepcja architektoniczna, bez konkretnych planów realizacji. Brakuje chętnych do sfinansowania tak kosztownego przedsięwzięcia, a sam obiekt jest w bardzo złym stanie technicznym.

W przeciwieństwie do swojej bliźniaczki na Oksywiu, która służy dziś Grupie Specjalnej Płetwonurków „Formoza”, torpedownia w Babich Dołach nigdy nie została przejęta przez polskie wojsko i pozostawiona sama sobie.

Czy ruina przetrwa kolejne dziesięciolecia? Trudno powiedzieć. Bałtyckie sztormy nie odpuszczają, a beton ma swoje granice wytrzymałości. Być może za kilkadziesiąt lat zostanie tylko kilka fundamentów wystających z wody. Albo powstanie tam centrum nauki. Albo nic się nie zmieni i torpedownia nadal będzie stercz eć w morzu, przyciągając ciekawskich.

Na razie można ją zobaczyć w niemal niezmienionej formie – jako surowy ślad po wojnie, który odmawia zniknięcia.